Żyje pełną parą ! Podsumowanie

Od ostatniego wpisu minęło prawie 5 miesięcy. Co się w tym czasie zmieniło? Po pierwsze kopnęłam się w dupę. Tak ! Kopnęłam się w dupę i zabrałam za poprawę jakości swojego życia. Starałam się wprowadzić w życie zmiany, które opisałam w poprzednim poście. I co zrobiłam? Może wiązało się to z przyjmowaniem wit D, ćwiczeniami,  może z tym, że zaczęło robić się ciepło i choroba nie dokuczała mi tak jak zimą? Nie wiem. Natomiast nabrałam odwagi i pewności siebie. Rzuciłam starą pracę i wrednego szefa, wróciłam do pierwszego miejsca pracy na nowy projekt i…polubiłam call center. Poznałam nowych, pozytywnych ludzi w moim wieku i nie tylko. Zaczęłam dobrze czuć się w pracy, praktycznie jak w szkole. Poznałam nowych przyjaciół. Zaczęłam spotykać się zarówno ze starymi jak i z nowymi, jednak z nowymi trochę częściej. Nowi ludzie nastrajali mnie pozytywnie, pomagali mi. Czułam się dobrze. Obecność ludzi działała na mnie dobrze, wreszcie wiedziałam, że ja ich potrzebuję. Bo przecież zawsze żyłam ludźmi. Dawni znajomi, z którymi nie miałam kontaktu zaczęli wracać, odzywać się. Wiele się wyjaśniło, a ja wiele się nauczyłam. Trochę dojrzałam ( chyba? ) ale wreszcie nabrałam siły, żeby zacząć składać swoje życie w jedną całość i próbować je naprawić. Oczywiście nie zawsze było kolorowo jak na łazarskim rejonie ( kto z Poznania ten wie), zdarzały się problemy różne i różniste. brak pieniędzy, kłótnie, czy pogorszenie stanu zdrowia ale razem było tak…raźniej. Nauczyłam się nie przejmować wieloma rzeczami i zmieniłam podejście do wielu spraw. Zaprzyjaźniłam się ze współlokatorami, zdałam sobie sprawę co dla mnie jest najważniejsze i kto jest najważniejszy, że liczy się jakość, a nie ilość i znajomości należy podlewać żeby nie zwiędły ( nie jak kaktusa, którego współlokator podlewał piwem).

13697028_637768176392215_1409624768356789309_n

Zaczęłam bardziej dbać o siebie i opracowałam dobry plan, który aktualnie realizuję. Czasem bywają chwile zwątpienia jednak najważniejsze, że wiem już czego chcę, co chcę robić i że nie jest egoistycznym myślenie jak najlepiej dla siebie. Bo czasem trzeba być egoistą, kochać siebie i chcieć dla siebie najlepiej. To był czas wielu eksperymentów. Kierując się cytatem z poprzedniego posta o tym, by wykorzystać 30 dni na robienie czegoś czego nigdy nie robiłam, bo ten czas i tak upłynie zdecydowałam się na wiele ciekawych rzeczy. Oczywiście pomocna była pogoda i brak przeziębień, nie wszystko było mądre, nie wszystko polecam jednak niczego nie żałuję. Nie żałuję poznanych ludzi, kilku miesięcy imprez, pracy jako maskotka, odwiedzanych miejsc, dziwnych i szalonych przygód, które przeżyłam. Poznałam wiele ciekawych osób, rozwinęłam się muzycznie, pogłębiłam dawne znajomości, wiele poznałam, wiele odkryłam, wiele się nauczyłam. Nauczyłam się cieszyć, zwolnić, smakować, doznawać. W międzyczasie trochę się podbudowałam i stałam się dla siebie autorytetem. Nauczyłam się być silna i brać sama za siebie odpowiedzialność. Bo tak naprawdę jeśli ja tego nie zrobię to nikt tego nie zrobi. Zmieniłam podejście do miłości dzięki kilku romansom, które się przewinęły. Nauczyłam się szanować przede wszystkim siebie, swoją pasję, zdrowie i czas. Odcięłam się od toksycznych znajomości, zaczęłam przebywać z ludźmi, którzy nastrajają mnie pozytywnie i usiłować czerpać z każdego dnia.

Oczywiście nadal bywają chwile zwątpienia jak to bywa u każdego. jednak teraz mam plan i wiem, że porażka na pewno jest jego częścią, a to jak żyjemy prędzej czy później nam się odpłaca. Zaczęłam też doceniać, dziękować, zauważać, przede wszystkim mniej się przejmować i nie wstydzić się tego kim jestem. Głośno mówić co lubię, a co nie i nie zgadzać się na coś, nie zmieniać siebie tylko dlatego, że ktoś tak chce. Nie ważne gdzie pracuję, gdzie się znajduję chcę zawsze wyrażać siebie. Chcę żyć moją pasją i zainteresowaniami, wiem co chcę robić w życiu i do tego dążę. Zawsze zostanę chorym pojebem z czerwonymi włosami, piercingiem i narwanym charakterem jednak w sobie to kocham. I tym sposobem przyciągam do siebie innych chorych pojebów, z którymi mogę iść przez to życie.

99931c2095a59c8ddb1aa8534e78dc89

Na koniec taka mała rozkmina, która ostatnio siedzi mi w głowie. Uwielbiam obserwować ludzi, ich zachowania, sposób bycia, życia, rozmowy. I jedno co nasuwa mi się na myśl to dziwna refleksja, którą jeszcze niedawno przypięłabym do samej siebie. Oni usiłują przeżyć życie zupełnie tak jakby byli kotami i mieli ich co najmniej z 7. Ostrożnie, bezmyślnie, asekuracyjnie. Ale dlaczego?

Dziękuję Wam za komentarze pod poprzednim postem, niestety z braku czasu rzadko tu zaglądam i nie odpowiadam. Mam nadzieję, że napiszę coś jeszcze w ciągu kilku najbliższych miesięcy, buziaki <3

13776035_1751700121755536_5518667149310387928_n

2 Komentarze

  1. Dlaczego? Ja też tak mam więc spróbuję odpowiedzieć.
    Asekuracyjnie – wszystko 10 razy przemyślisz zanim zrobisz, rozważysz każdą możliwą opcję – mniejsze prawdopodobieństwo, że się sparzysz, zrobisz coś czego będziesz żałować, coś pójdzie nie po Twojej myśli i będziesz na pozycji przegranej. Nikt nie lubi przegrywać, każdy chce żeby jego życie było idealne, dokładnie takie jak sobie zaplanuje. Każda zmiana, odstępstwo zaczyna być problemem. Żyjemy w takich czasach, że prawie wszystko może mieć konsekwencje prawne albo finansowe – nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić.
    Ja staram się z tym walczyć – da się, trzeba tylko chcieć.
    Jeszcze więcej pozytywnych zmian życzę!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.